Dziś zawierzam Bogu swoje życie, choć nie jest to ani łatwe, ani tym bardziej przyjemne. Daje tę wewnętrzną radość i siłę, ale odbiera energię z ciała, energię życia, energię dnia, bo oznacza utratę wszystkiego, co kocham lub co chciałabym pokochać. To boli, ale wiem, że to cierpienie jest konieczne, niezbędne, by ruszyć z miejsca. Rozumiem to dziś i chcę rozumieć już zawsze, przekazywać dalej i uczyć. Myślę o dołączeniu do Oazy, ale to dla mnie, odtalentowionej, chyba nie najlepszy pomysł. Coś innego wykombinuję dla siebie, jak zawsze.
Zawierzam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz