poniedziałek, 18 marca 2013

Dziś jestem aniołem, któremu podcięto skrzydła. Jeszcze stoję o własnych siłach, ale w każdej chwili mogę upaść, a wiem, że wtedy już nie wstanę. Nie latam, bo ktoś zechciał pożyczyć sobie moje pióra i zrzucić mnie na ziemię. Nie polecę, bo nikt nie odda mi swoich skrzydeł i nie nauczy, jak się nimi obsługiwać. Wiem to, ale wciąż łudzę się nadzieją, że jednak, że jakoś, bo nie chcę być z tym sama. Boję się opuszczenia, boję się tej mnie, która zostaje sama i snuje swoje rozmyślania. Ponure. Nieprzyjemne. Gorzkie. Przez ostatni tydzień towarzyszyła mi słodycz, ale zabrano mi ją razem z pięknymi, barwnymi skrzydłami, które niosły hen, daleko...
Teraz wiem, gdzie podążam. Szukam dla siebie równowagi, by nie popadać ze skrajności w skrajność - wiem już, jak niebezpieczny jest ten stan. Nie chcę jednak definicji spokoju, chcę czegoś innego, nowego, łagodniejszego i... słodszego. Chcę bezpieczeństwa i do niego brnę przez zaspy połamanych piór i podeptanych nadziei, bo wiem, że gdzieś je znajdę. Wiem, gdzie podążam. Może jeszcze nie wiem, kto będzie mi towarzyszył ani jaki będzie udział moich bliskich, ale ja już mam cel. Znowu, wciąż, obojętne. Chcę TEGO, bo wiem, że wtedy będzie mi dobrze, zawsze i mimo wszystko. Nawet, gdy będę płakać. Nawet, gdy znów zacznę się bać. Nawet, gdy poczuję się opuszczona. Wtedy będę pamiętać, że spełniałam marzenia, że dążyłam do nich, a więc pokochałam i straciłam. Ale też zyskałam! Tak, jestem w tej chwili egoistką, ale cóż z tego? Nikogo to nie obchodzi! Może tylko mnie, teraz, gdy uświadamiam to sobie z całą mocą, ale... pieprzyć to! Do odważnych świat należy, tak to było, prawda?
Dziś mam w szufladzie nowy lakier i pasującą do niego kredkę, mam paletę cieni, którymi nauczę się obsługiwać, a do szafy włożyłam przed chwilą parę butów, które doskonale będą pasować no mojego płaszczyka i torebki... Dziś poczułam się kobietą, tą zadbaną mną, o której jeszcze niedawno myślałam, że nie ma prawa bytu. Malowanie, strojenie, wszystkie te babskie sztuczki i zabiegi, nie tyle były mi obce, co wydawały się zupełnie zbędne. Teraz mam na nie siłę i ochotę. Tak samo jak na ćwiczenia i zdrową dietę, by wcisnąć się w mniejszy rozmiar już przy kolejnych zakupach. By lepiej poczuć się we własnej skórze. By się podobać pewnie też, choć głupio mi o tym myśleć i się do tego przyznawać, ale one już wiedzą, moje mądre dziewczynki. On się nie dowie. Nie, że dla niego. Dla mnie. Już zawsze.


Dobre słowo na dziś: