Dziś mnie nie ma.
Dziś przeżyłam dobry, szczęśliwy dzień, choć na własne życzenie poprzedziłam go godzinami zdenerwowania, niepokoju, ale także podekscytowania, ale nie tego zupełnie pozytywnego. Było trudno przejść z poziomu "nie" na "tak, chętnie", ale okazało się, że to nie jest niemożliwe. Ba! To stało się dla mnie całkiem łatwe, wręcz naturalne, bo w chwili, gdy uśmiechnęłam się i spojrzałam w te ogromne źrenice (jej, nie jego - on ma ogromne rzęsy, to trzeba zapamiętać!), całe napięcie ustąpiło. No, prawie całe, ale to, które zostało mi w rękach i za mostkiem, było dobre, łaskawe dla mnie - motywujące i dodające siły, wyciskające na ustach uśmiech.
Dziś przeżyłam dobry, szczęśliwy dzień, choć nie czułam tego w ten sposób jeszcze kilka godzin temu. Wtedy wytykałam sobie błędy i w myślach nazywałam siebie idiotką. Wtedy krzywiłam się i pytałam: jak? jak na mnie patrzył? jak mnie ocenił? jak bardzo mnie polubił? Mnożyłam znaki zapytania, bo przesadnie się z nimi w tamtej chwili zaprzyjaźniłam, ale również one odeszły. Odgoniłam je sama, siłą woli. Coś niespotykanego, prawda? A jednak. I wtedy to nie Roma, a ja poczułam się silna.
Dziś mam dobry, szczęśliwy dzień. Wiem, że nie było doskonale i wiele momentów mogłam poprowadzić inaczej, ale czasu nie cofnę i błędów tego pierwszego spotkania nie zatrę. Było jednak wystarczająco dobrze, żebym mogła być z siebie dumna, ale też żebym miała co wspominać - jakiś uśmiech, jakąś przybitą piątkę, jakieś (!) podkręcone rzęsy. Było tak, jak powinno być, zwyczajnie i swobodnie, a to cieszy, cieszyły pytania i wątpliwości, cieszy teraz stoicki, choć uśmiechnięty spokój. Tak miało to wyglądać, tak to wyszło. Prawie idealnie. Prawie najlepiej. Po mojemu. Albo tak, jak ona to sobie zaplanowała - tego nie określę.
Dziś czułam pod nogami twardy, pewny grunt. Tylko przez chwilę, bardzo niewystarczająco, ale poczułam smak pewności siebie i swobody, poczułam dumę i radość - cały wachlarz wrażeń, których potrzebowałam, których łaknęłam jak tlenu. To było coś, z czego mogę się cieszyć teraz i co powinnam zapamiętać na przyszłość. Nie jego. Nie ją. Nie tequilę wypitą w szkolnej toalecie. To. Siebie.
Idźcie i...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz