niedziela, 17 marca 2013

Dziś jestem snem. Roma śpi, a ja jej się śnię, bo to jest to pragnienie, którego dotąd nie potrafiła spełnić. Od dziś będzie inaczej. Jestem snem, więc mogę wszystko, potrafię wszystko i wszystko wiem. Siadam na niskiej ławce pod lustrzaną ścianą, przechylam głowę i podziwiam dzieło, które tworzy się sekundami tuż przed moim nosem - synchronizację ciał, ich łagodne połączenie, muzykę i echo. Śnię się więc taka, która potrafi tańczyć i nie boi się założyć plisowanej spódniczki. I taka, która pije tequilę, by potem śmiać się do utraty tchu. I jeszcze taka, która potrafi się całować - która całuje jak jedyna na świecie. Śnię się Romie, a rano obudzę ją szeptem cichszym od oddechu: on.
Dawno nie uśmiechałam się tak, jak teraz, nie bojąc się tego grymasu. Nie wiem, czy kiedykolwiek uśmiechałam się do autobusowej szyby, jak zrobiłam to dziś, tak szczerze i pewnie, jakby do mnie należał cały świat, a przede wszystkim ten tu, mijany za oknem. Moje drzewa, moje samochody i moje ptaki na rozkosznie błękitnym niebie. Mój świat, w którym rodzi się coś wspaniałego, coś, czego pragnęłam z całego serca, a choć tego nie znałam, to tęskniłam. Teraz wiem już, co to takiego, poznałam smak dzikiej ekscytacji, więc wiem, jak ruszyć dalej, by wszystko doprowadzić do szczęśliwego finału. A nawet, jeśli ja tylko udaję, że wiem, to ona wie i pokieruje mnie, jak ślepca: dwa kroki do przodu, wspięcie na palce, pocałuj. Wracaj do mnie, bo ja też cię kocham. Też... Najsłodsze słowo świata. Pożądam go.
To nie zakochanie czy miłość mnie nakręca. To nawet nie pragnienie czy jakaś mglista wizja. Ani nie plan. Ani marzenie. To coś zupełnie innego, coś, co dotąd znałam z filmów i z własnych opowiada. Pragnienie życia. Tego pełnego: jasnego, które nie wyklucza ciemności; o ogromnej amplitudzie wzlotów i upadków; alkoholowego, przyjacielskiego, imprezowego, roztańczonego... Jakiekolwiek nie miałoby ono być! Chcę wiedzieć, co to znaczy kochać i tracić, walczyć i wygrywać, przegrywać i cierpieć. Chcę mieć wspomnienia, tworzyć je barwną farbką, której nie zamrze czas, która wyryje mnie na nowo. Chcę powstać z prochu, więc stwórzcie mnie, kochani, napiszcie od nowa, wyliczcie, otrzymajcie, narysujcie, odnajdźcie, określcie, poprawcie, naznaczcie, wymyślcie, przebierzcie, ubierzcie, rozbierzcie... A potem pokochajcie.


Ewangelia na dziś: