Dziś w głowie mam mętlik, bałagan - trwogę i ból w doskonałych proporcjach. Rozum podpowiada coś zupełnie przeciwnego, mówi o spokoju ducha, o nadziei, o ufnym patrzeniu w przyszłość. To cierpiące serce walczy o coś innego, tłumaczy, domaga się swoich praw i uparcie podkreśla racje, których w tej rozgrywce, wbrew pozorom, ma całe mnóstwo. Bo kocham. Czuję, że kocham to, co zdążyłam poznać, te urywki, które dane mi było zobaczyć i właśnie obdarzyć jakimś cieplejszym uczuciem. Kocham, kocham. Kocham! Tak cudownie brzmi to proste słowo, że moje serce drży, chcąc wyrwać się w stronę MDK-u, psychodelicznych obrazków, szalejącej w bębenkach, rozpalającej ciało muzyki. Do niego, który może jeszcze nie czeka, ale przynajmniej wie o moim istnieniu. Nie zależy mu - to przypomina rozum. Nie wie, o co chodzi. Nie zna cię. Ale pozna, walczy trzęsące się w swoim zakątku serduszko. To boli, ale zawalczymy, upiera się. I, niestety, wygrywa tę walkę, która mnie już zmęczyła, do której nie mam cierpliwości. Ona ma. I ma ta iskierka we mnie, która mówi, że to coś innego, coś więcej, coś realnego, bliskiego, coś prawdziwie ważnego. Naprawdę chcę w to wierzyć, ale... boję się. To również rozumie moja kochana wspomożycielka, ale jeszcze nie akceptuje konsekwencji. Są dla niej zbyt wielkie, zbyt wymyślne i zbyt... moje. Zaufam jej jednak.
Pomyślmy:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz